GORĄCY TEMAT: Statystyka pozwoleń na broń, lata 2014–2016

Dziś mamy dla Państwa naprawdę gorący news – albo gorący kartofel, zależy jak spojrzeć. Dotarliśmy do policyjnych statystyk dotyczących broni palnej na rok 2016. Na oficjalnej stronie Komendy Głównej Policji jeszcze ich nie ma, zapewne pojawią się wkrótce.

Czyli jak będziecie czytać ten numer, statystyki powinny już być opublikowane – chyba, żeby nie były… Ich stopień przygotowania jest tak lichy i obarczony tyloma błędami, że być może policyjne władze nie publikują tego, żeby się nie ośmieszać. Zestawienia się nie sumują, a tak w ogóle nie dotyczą pozwoleń na broń, tylko „pozowleń” (oj tam, oj tam, komuś się palec omsknął…). To co przygotowali policjanci nie nadaje się do oglądania ani porównywania, stąd też przygotowaliśmy na bazie danych policyjnych nasze własne tabelki. Proszę bardzo, oto one:

Tabela 1: Liczba osób posiadających pozwolenie na broń
stan na:


Tabela 2: Liczba osób, którym wydano/odebrano pozwolenie na broń
stan na:


W powyższej tabeli nie uwzględniono osób, którym organ wydał decyzję na podstawie art. 155 kpa zmieniającą decyzję w części dotyczącej liczby egzemplarzy broni ani osób, które otrzymały pozwolenie na broń w tym samym celu, wydane po 2011 r. na podstawie art. 10 ustawy o broni i amunicji. Innymi słowy te zestawienia nie obejmują tzw. rozszerzania pozwolenia.

Zdecydowanie najciekawsza osobliwość to ta, że jakieś dziwne czary-mary dzieją się z pozwoleniami na broń do celów sportowych – wzrost liczby pozwoleń w roku 2016 w porównaniu z rokiem 2015 wyniósł 5071 nowych decyzji administracyjnych, tymczasem w roku 2016 wydano… zaledwie 4835 takich decyzji. Czyli na zasadzie Deus ex machina przybyło nam jeszcze 236 nowych pozwoleń, i to przy założeniu – zupełnie nieprawdopodobnym, bo musiałoby ono znaczyć, że w roku 2016 nie umarł żaden z posiadaczy pozwolenia na broń sportową – że nie cofnięto w tym roku żadnego pozwolenia. Czyli co, cofnięto cofnięcia z ubiegłego roku? E…
Identyczna historia dotyka pozwoleń na broń wydanych w celach kolekcjonerskich, choć tu skala różnicy jest mniejsza – 28 sztuk przybyłych z Shangri-La – bo i mniejsza jest ogólna liczba tego typu pozwoleń. I to byłoby tyle w kontekście wiarygodności policyjnych statystyk. Czego to Unia od nas wymaga? Elektronicznego systemu śledzenia historii broni? No to niech sobie wymaga, u nas w dalszym ciągu „komputer” to jest takie urządzenie co ma kartonik z dziurkami i kabelek, i jak się prawidłowo wetknie ten kabelek, to się zaświeci żaróweczka. I proszę: stolicą Francji jest Paryż. Oklaski.
Dobrze, rzecz dotyczy w sumie 264 pozwoleń na broń, co stanowi 0,13% wszystkich wydanych pozwoleń na broń palną w skali całego kraju. Błąd znikomy, można powiedzieć: dopuszczalny. Ale taki błąd podważa wiarygodność całej statystyki. Nieoficjalnie wiadomo, że statystyki wcześniej publikowane (tzn. przed 2014 rokiem) nijak miały się do wartości rzeczywistych, których po prostu nikt nie znał. Metoda archiwizowania informacji o broni oraz jej posiadaczach w słynnych wiązanych tasiemką teczkach z szarej tektury miała ten walor, że nikt, kto nie wykonałby tytanicznej pracy przekopania stert teczek zebranych z 17 komend wydających pozwolenia na broń, nie wiedział tak naprawdę, co się w nich znajduje. Jak robiono więc statystyki? Na oko, albo spod dużego palca. Żeby tylko dobrze wyglądało.
Od kilku lat dane te są wprowadzane do systemu o nazwie „Broń”, mocno ułomnego, ale zawsze to ogromny krok do przodu. No i wreszcie statystyki mają szansę być prawdziwsze.
Ze statystyk zniknęła broń gazowa – taki wniosek można byłoby odnieść pobieżnie analizując dane udostępnione przez Policję. Tymczasem jeszcze w roku 2013 było jej… ponad 151 tys. sztuk, przypisanej do 149 781 pozwoleń na broń. I to są w głównej mierze te odbierane pozwolenia na broń do ochrony osobistej – przeważnie formalnym pretekstem jest niedostarczenie badań lekarskich przez posiadacza pozwolenia. Co prawda pierwszy pięcioletni okres od wejścia w życie przepisów nakładających taki obowiązek upłynął już dawno, ale jak wspomniałem bałagan panujący w policyjnych wydziałach zajmujących się bronią jest koncertowy, więc jeszcze dużo tej broni pozostało po ludziach – z punktu widzenia Policji pozostało do odebrania. Powody tak wielkiej nienawiści (bo to już nie jest zwykła niechęć) do broni gazowej, relatywnie bezpiecznej i niegroźnej, nie wystrzeliwującej pocisków i będącej w swej przeważającej liczbie własnością starszych ludzi, którzy i tak w końcu prędzej czy później zejdą z tego świata – więc mogliby pożyć w poczuciu względnego bezpieczeństwa – są dla mnie zupełnie niepojęte. Ale są faktem. Policja masę energii, sił i środków trwoni na walkę z gazówkami i ich właścicielami, zamiast zająć się czymkolwiek pożyteczniejszym. Ile dziś jest jeszcze tych „gazowych” pozwoleń, zakłócających statystyki prawdziwej broni palnej? Nie wiadomo dokładnie, bo dane nie są publikowane. Można założyć, przeliczając i porównując statystyki z lat sprzed 2013 roku (gdy pozycja „broń gazowa” była w nich ujęta) i obecne, że jest to liczba około 24 tys. pozwoleń, i ok. 25 tys. sztuk gazowych pistoletów i rewolwerów – które trzeba oczywiście odjąć od liczby pozwoleń i sztuk broni prawdziwej. Jeśli chcemy rzetelnie porównać polską broniową rzeczywistość z tą z pozostałych krajów Europy.
Gdy z polskich statystyk odejmiemy wspomniane wcześniej gazówki, pozostanie nam liczba ok. 175 tys. pozwoleń na broń palną i ok. 400 tys. sztuk (w policyjnej nowomowie: „jednostek”) broni. To daje w przeliczeniu i przy założeniu, że Polska liczy 38 mln obywateli wartości odpowiednio około 0,45 pozwolenia oraz 1 (JEDNĄ) sztukę broni na 100 mieszkańców. Jak to skomentować? Tego się nie da skomentować. Następny po nas kraj europejski – Włochy – mają czterokrotnie więcej pozwoleń i dziesięciokrotnie więcej broni, a i to tylko i wyłącznie dlatego, że południe Włoch jest objęte przepisami antymafijnymi i jest tam bardzo ograniczony dostęp do broni. Czesi, Słowacy, Niemcy – nasi unijni sąsiedzi mają prawie rząd wielkości większe nasycenie bronią (ok. czterech pozwoleń i kilkunastu sztuk broni na stu).
A i tak jest postęp – po raz pierwszy od wielu, wielu lat liczba pozwoleń odebranych jest wyraźnie mniejsza, niż liczba pozwoleń wydanych, nowych. Wzrosła też, choć na razie w homeopatycznym wymiarze, łączna liczba pozwoleń, a liczba sztuk zarejestrowanej broni wzrosła prawie o 9%! No, prawie…
Tu trzeba zaznaczyć jedną bardzo ważną cechę prezentowanych danych statystycznych – one są fałszywe niejako z definicji, co wynika z polskiego systemu wydawania pozwoleń na broń, i dopóki Policja nie wdroży systemu informatycznego z prawdziwego zdarzenia, nic się nie zmieni. I co ważne, w tym akurat kontekście nie jest to zależne od policjantów. Chodzi o to, że wiele osób w naszym kraju – a w odniesieniu do pewnych rodzajów pozwoleń być może nawet większość ich posiadaczy – ma po kilka pozwoleń, do różnych „celów”. I takie osoby będą odnotowane w tych zestawieniach po kilka razy, zawyżając znacząco statystykę. Bo tak naprawdę druga kolumna to nie jest „liczba posiadaczy pozwoleń na broń wydanych w danym celu”, tylko „liczba takich pozwoleń”. Czyli w rzeczywistości Polacy są jeszcze bardziej rozbrojeni…
Najnowsze zestawienie, dotyczące ubiegłego roku, podaje wartości liczby sztuk broni, na którą opiewają wydane w roku 2016 pozwolenia (wcześniej takich informacji nie podawano). Lektura poniższej tabeli jest bardzo interesująca i pouczająca, a przede wszystkim stanowi zapowiedź początków kształtowania się w Polsce prawdziwego rynku broni palnej.

Tabela 3: Liczba sztuk broni, na jaką wydano pozwolenia na broń w 2016 r.

Wynikają z tych danych ciekawe wnioski. Przede wszystkim taki, że gdy osoby, które dostąpiły zaszczytu otrzymania pozwolenia kupią przysługującą im broń, jej łączna liczba w kraju w rękach prywatnych skokowo wzrośnie o 25%! Czyli o jedną czwartą obecnego stanu posiadania. A to już jest bardzo dobra wiadomość. Czyżby także w pozwoleniach na broń pojawiła się „dobra zmiana”? Co prawda wchodząca tylnymi drzwiami, przebrana za pawiana i z wazonem na głowie, ale zawsze… To byłoby niesamowite, o ile jest prawdziwe.
Po drugie, zdecydowanie zmienia się struktura posiadanej broni, i to w kierunku europejskiej normalności. Objawia się to spadkiem udziału broni myśliwskiej w rynku – w 2016 roku taka broń stanowiła tylko 26% łącznej liczby sztuk broni, które będą zakupione w niedalekiej przyszłości. Reszta to przede wszystkim szeroko rozumiana broń sportowa i kolekcjonerska, ze śladowym i w zasadzie pomijalnym udziałem innych jej rodzajów. To zjawisko już widać w sklepach z bronią: te ze „starego rozdania”, wcześniej nastawione przede wszystkim na myśliwych, jeśli chcą przetrwać – muszą przestawić profil oferty, albo co najmniej go uzupełnić. Rola nowych, prężnych firm będzie rosła. Będzie także rosła rola pełnego magazynu – rynek wymusi zmianę zachowań sklepów, broń sprzeda ten, kto ją będzie miał dostępną od ręki, na półce, a nie dopiero zamawiał pod klienta, który wyboru ma dokonać na podstawie katalogu. Takie zwyczaje ostaną się tylko w świecie prawdziwych rarytasów kolekcjonerskich, kupowanych na aukcjach antyków, oraz przy naprawdę luksusowej broni myśliwskiej – bo tak się ją kupuje wszędzie na świecie. A to, co dotychczas robiło w Polsce za broń luksusową, zostanie brutalnie i skutecznie sprowadzone na właściwe miejsce, czyli średniej półki, którą tak naprawdę zawsze było – przecież kiedyś nowy Golf to także był już pojazd luksusowy… Wolny rynek czyni cuda.
Teraz tylko trzymajmy kciuki, żeby nic nie odwróciło nam tego trendu – i odwiedzajmy swoich posłów w okręgach, tłumacząc im o co w tym unormalnieniu dostępu do broni chodzi, i ile może na tym zyskać także polska gospodarka. Radomska Fabryka Broni też już zauważyła ten trend, być może w jej ślady pójdą inne państwowe fabryki zbrojeniowe. Może powstaną nowe, prywatne… W 2016 roku przybyło nam prawie 14 tys. nowych posiadaczy broni, a przestępczość (znów) spadła. Przybyło nam także (potencjalnie) ponad 100 tys. nowych sztuk broni palnej. I co? Ano nic, spokój panie dzieju. Dziwne? Nie, normalne.