PSM: Mały, ale zadziorny

Pistolet Samozariadnyj Małogabarytnyj, PSM, jest jednym z rzadziej spotykanych typów broni krótkiej byłego sowieckiego imperium. Jako broń agentów otaczała go aura tajemniczości i nadzwyczajności

W końcu roku 1970 Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ZSRR sformułowało wymagania taktyczno-techniczne na kompaktowy (w ówczesnej nomenklaturze „małogabarytowy”) pistolet samopowtarzalny do noszenia w ukryciu przez personel ochrony osobistości, ochrony lotnictwa cywilnego oraz pionów śledczych MSW i KGB. Funkcjonariusze ci w ZSRR dotąd dysponowali zwykle pistoletami na nabój 6,35 mm × 15,5SR Browninga – i pół biedy, gdy były to nieliczne, całkiem nowoczesne pistolety TK (Tulskij, Korowina). Te były jednak dostępne w bardzo ograniczonej liczbie, bo ich produkcji zakończonej w 1941 roku, po wojnie nie uruchomiono na powrót. Ich miejsce zajęły różne zdobyczne (poniemieckie) kieszonkowe „szóstki”, zwykle kopie Browninga 1906.
Samonapinających pistoletów 6,35 mm poza śladowo obecnym na rynku wariantem PPK w tym kalibrze i jeszcze rzadszym CZ 36 także na Zachodzie nikt przed II wojną światową nie produkował. Dopiero po wojnie ruszyła sprzedaż nowych „szóstek” z samonapinaniem – ale padły one ofiarą błędnego koła: mały popyt powodował małą podaż, a z tego wynikała wysoka cena, która jeszcze bardziej ograniczała popyt. Gdy w roku 1955 Carl Walther szykował nową fabrykę w Ulm do ponownego uruchomienia wytwarzania broni palnej centralnego zapłonu, wznowienia produkcji odmiany PPK kalibru 6,35 mm w ogóle nawet nie rozważano – choć powrócił do oferty wariant bocznego zapłonu zarówno w długolufowej odmianie sportowej, jak i krótkolufowej obronnej. Za Żelazną Kurtyną był tylko jeden taki pistolet: CZ 45 (unowocześniony wariant rozwojowy CZ 36), ale mimo że czechosłowacka broń cieszyła się w ZSRR doskonałą opinią, to akurat ten pistolet nie był importowany. Jak na ironię, KGB dysponował jedynie prymitywnymi w porównaniu z CZ 45 pistoletami Duo (oraz ich kontynuacją, modelem Z), stanowiącymi kopię Browninga 1906. Żeby było śmieszniej, oba czechosłowackie pistolety kalibru 6,35 mm produkowane były przez jakiś czas w tych samych murach, bo po nacjonalizacji fabryki Františka Duški w Opočnie właśnie tam przewieziono ze Strakonic linię do produkcji CZ 45, która trwała do 1959 roku. W latach 60. wytwarzanie CZ 45 wznowiła po paroletniej przerwie CZUB w Uherskym Brodzie i kontynuowała (między innymi dla czeskiej bezpieki, StB) do lat 80. Dziś pistolet ten jest nadal oferowany, w swej ostatniej odmianie jako CZ 92 z zaczepem magazynka przeniesionym z dna na bok chwytu.
Przez dwie dekady po wojnie w dziedzinie szóstek z samonapinaniem zastój panował po obu stronach Żelaznej Kurtyny, ale na progu lat 70. w Niemczech zaczęło się to zmieniać. Najpierw w 1967 roku Heckler & Koch zaproponował wersję na nabój 6,35 mm wśród czterech dostępnych w zestawie konwersyjnym do pistoletu HK4. Rok później Walther przebudował swój koronny model 6,35 mm TP na kurkowy mechanizm odpalający i spust z samonapinaniem – tak powstał model TPH. Egon Budishowsky już od 1961 roku sprzedawał swoje niszowe „szóstki z samonapinaniem” przez firmę Korriphila z Heidelbergu.
Jednocześnie w drugiej połowie lat 60. na Zachodzie zaczęła się moda na porywanie samolotów pasażerskich, najpierw z powodów ideologicznych, a wkrótce także rabunkowych i w końcu terrorystycznych. Porwania takie, głównie z powodów ucieczkowych i w kierunku na Zachód, stanowiły też od dawna problem w europejskich państwach bloku komunistycznego (Czechosłowacja, Węgry, Polska, NRD), więc wraz z rozrostem sieci połączeń międzynarodowych i długodystansowych wewnętrznych Aerofłotu, należało się spodziewać wzrostu liczby porwań także w ZSRR. Aby temu zapobiegać, KGB planował powołanie specjalnej służby ochrony lotnictwa cywilnego. Zgodnie z przewidywaniami w latach 1968–1970 doszło do serii porwań samolotów An-24 głównie w republikach nadbałtyckich i kaukaskich, skąd najbliżej było do wymarzonej zachodniej wolności w Skandynawii lub Turcji. W ramach tej serii 15 października 1970 roku doszło do spektakularnego, tragicznego w skutkach porwania samolotu przez Litwinów Pranasa i jego 13-letniego syna Algirdasa Brazinskasów. Lot numer 244 z Batumi w Gruzji do Krasnodaru przez Suchumi został uprowadzony do Trabzonu w Turcji. W trakcie walki o opanowanie samolotu od kul porywacza zginęła 19-letnia stewardessa Nadieżda Kurczenko, a trzech pozostałych członków załogi, w tym kapitan zostało postrzelonych. Po tym zdarzeniu w Moskwie zapadły dwie ważne decyzje: o natychmiastowym powołaniu Służby Ochrony Lotnictwa Cywilnego, której dyżurami objęto wszystkie rejsy choćby potencjalnie tylko zagrożone uprowadzeniem – i o zamówieniu nowego „pistoletu małogabarytowego” wraz z nabojem do niego, w który mieli zostać uzbrojeni funkcjonariusze nowej służby.