Norymberskie rozmaitości

Europa stoi w obliczu poważnych politycznych zawirowań, wśród których nieszczęsna znowelizowana dyrektywa broniowa nie jest wcale najgorszym – jak to się odbija na największych europejskich targach broni, amunicji i przyległości?

Wrześniowy termin implementacji dyrektywy zbliża się niczym parowóz Jupiter kolei Union Pacific do przywiązanego do torów nieszczęśnika, a europejskie firmy udają, że go nie widzą – albo rzeczywiście uznały, że wystarczy potwora zignorować, a zniknie niczym kudłaty strach spod dziecięcego łóżeczka. W każdym razie na czterdziestych piątych targach IWA OutdoorClassics dyrektywa była tematem tabu.
A same targi? Współpracownik naszej gazety Martin Helebrant, który z nas wszystkich może poszczycić się najdłuższym iwoskim stażem (ma na koncie 28 edycji), ocenił je jako najbardziej bezbarwne ze wszystkich, na których był. Coś w tym jest: istotnych nowości broniowych prawie nie było, a jeśli odliczyć to, co zdążono już pokazać na SHOT Show, to było ich jeszcze mniej. Nieco lepiej rzecz wyglądała w kwestii przyrządów optycznych i noży, choć i tu szału nie było.
Dzisiejsze czasy znamienne są kolorowymi rewolucjami, albo choćby pałacowymi przewrotami. I tak o ile kolor piaskowy FDE (Flat Dark Earth) jest obecnie nowym kolorem czarnym w broni „taktycznej”, to pomarańczowy stał nowym kolorem zielonym w broni myśliwskiej i akcesoriach łowieckich. Podobno zwierzyna nie widzi tej pomarańczy, odbiera ją jako kolejny odcień szarości – a my dostrzegamy ją bardzo dobrze, przez co zwiększa się bezpieczeństwo uczestników polowania. Buszujący w chaszczach jest w ten sposób mniej narażony na przypadkowe wzięcie za zwierza, a i upadłą w trawę lornetkę łatwiej znaleźć.
Drugi wszechobecny trend – „smartfonizacji” życia w każdym jego aspekcie – ma wymiar już epidemiczny i groźny tym bardziej, że większość daje się złapać na lep drobnych ułatwień, jakie smartfony dają na co dzień. To temat bardziej filozoficzny, związany z przywiązaniem (lub nie) do wolności osobistej, więc nie miejsce tu i czas na dłuższe dywagacje. Tylko trochę zabawne, że jak przyjdzie co do czego rzeczywistość wirtualna nie może obyć się bez tej namacalnej. No cóż, wirtualna kawa i ciasteczka jak widać nie są wystarczająco pożywne