Potrzeba matką wynalazków: Samodziałowa broń Vietcongu

W czasie wojny wietnamskiej siły Północy były uzbrajane przez ZSRR i Chin, ale partyzantka na Południu nie miała tak dobrze: do walki służyć jej musiało to, co pozostało po Japończykach, Francuzach i co zdobyła lub wyprodukowała sobie sama

Zanim w latach 1966–1972 „Szlak H? Chí Minha” ze ścieżki rowerowej przez dżunglę przerodził się w zbudowaną w Laosie i Kambodży liczącą 2959 km sieć dróg, z konwojami krążących po nich ciężarówek, na Południu brakowało nowoczesnej broni – a w zasadzie jakiejkolwiek broni, bo administracja południowowietnamska, póki działała, rozbroiła prowincję bardzo skutecznie.
W pierwszych latach wojny na Południu znaczna część członków VC uzbrojona była w produkty małych warsztatów pochowanych w dżungli, w jaskiniach, czy systemach tuneli, jak najsłynniejszy z nich wokół C? Chi, zwany Żelaznym Trójkątem. Powstawała tam broń projektowana jednostkowo i wytwarzana samodziałowo z przypadkowo dostępnych materiałów.

Wietnam – jako kraj pozbawiony tradycji w produkcji broni – nie miał własnych wykształconych kadr konstruktorów, technologów, specjalistów w dziedzinie projektowania i produkcji broni palnej. Trudność stanowił brak wykwalifikowanych robotników i maszyn, niezbędnych do produkcji tak skomplikowanych wyrobów. Jakość i stopień skomplikowania poszczególnych modeli zależały od tego, czy dana komórka była w stanie zdobyć maszyny i wykwalifikowanych specjalistów do ich obsługi. Konstrukcja poszczególnych egzemplarzy i partii broni ewoluowała z partii na partię, co dowodzi, że cały proces był w stadium słabo zaawansowanym. Większość wytworów tych warsztatów zasługiwała raczej na miano „wyrobów broniopodobnych” – ich trwałość pozostawiała wiele do życzenia. Tak naprawdę były zwykle jednorazowego użytku: strzał miał zabić wroga, by można mu było zabrać prawdziwą broń i przy jej użyciu kontynuować walkę. Patrząc na niektóre z nich nie sposób się oprzeć wrażeniu, że pierwszy strzał miał szansę być ostatnim – ale jego ofiarą niekoniecznie musiał paść przeciwnik.
Wiele egzemplarzy tego rodzaju broni wpadło w ręce wojsk amerykańskich – w walce lub podczas rewidowania wiosek – dzięki czemu zostały zachowane do dziś i można się z nimi zapoznać w czasie np. wizyty w Muzeum Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych w West Point. Zachowane tam egzemplarze dają szeroki przegląd typów i niektóre z nich pozwalają nawet odgadnąć, na czym je wzorowano