Glock 19 – wiatrówka na wakacje

Firma Glock była zawsze bardzo oporna jeśli chodzi o udzielanie oficjalnej licencji na wytwarzanie replik ich pistoletów – zarówno wiatrówkowych, jak airsoftowych czy hukowo-gazowych. Owszem, na rynku były liczne wyroby glockopodobne, ale nie repliki

To się niedawno zmieniło. I jak łatwo można się domyśleć, tym producentem, który przełamał opory właścicieli najpopularniejszej pistoletowej marki świata był niemiecki koncern Umarex (sam będący jedną z największych i najważniejszych marek światowych, choć związaną z wytwarzaniem przede wszystkim właśnie bezpozwoleniowych replik i zabawek). Jaki więc jest ten pierwszy oficjalny Glock pneumatyczny?
Pierwsze wrażenie jest niejednoznaczne, trzeba to uczciwie przyznać. Kartonowe, szaro-czarne pudełko opisane jest glockowskimi logotypami, mamy też słynny znak firmowy „Glock perfection”, ale prawdziwe Glocki są przecież opakowane inaczej. Nawet jeśli Niemcy nie zdecydowali się na powielenie austriackiego plastikowego kuferka – który zarówno w swojej wersji pierwotnej, jak i zmodernizowanej, jest tak samo rozpoznawalny w światku strzeleckim, jak sam „czarny pistolet” – to mogli ten karton upodobnić bardziej do glockowskiego plastiku. Dobrze, to drobiazg. Ale suma takich właśnie drobiazgów stanowi o efekcie końcowym, jeśli chodzi o repliki czegokolwiek. A tak najciekawszym elementem pudełka jest napis informujący o zakazie sprzedawania go (wraz z zawartością, oczywiście) we Francji – tak jej departamentach europejskich, jak i zamorskich, a także we francuskich koloniach (mało ich zostało, ale coś tam się jeszcze znajdzie). OK, to zaciekawia, podnosi nieco ciśnienie krwi i powoduje miłe łechtanie w dołku – jesteśmy lepsi niż żabojady, nam wolno i to nawet bez kwitów!
A pistolet? Jest przede wszystkim fantastycznie realistycznie wyważony, dokładnie jak prawdziwy – z magazynkiem załadowanym bardzo lekkimi nabojami. Szkielet jest kopią tego generacji 3.5 ma dwa kołki, szynę akcesoryjną z jedną bramką i wgłębienia na palce, ale nie ma wymiennych grzbietów chwytu. Choć może nie do końca, wszak chwyt ma zdejmowaną pokrywę kryjącą gniazdo naboju ze sprężonym CO2, ale o technikaliach za chwilę. Chwyt wygląda bardzo prawdziwie, jedno co mógłbym mu zarzucić (na zasadzie czepiania się szczegółów) to trochę inaczej wykonane chropowate pola na bocznych powierzchniach chwytu – w sumie trudno im coś konkretnego zarzucić, ale w prawdziwym pistolecie jakoś mniej się odznaczają, te są jakby „za bardzo” pod każdym względem. Reszta jest w porządku.
Przyrządy celownicze są typowo glockowskie w kształcie i wybarwieniach (choć tu są nieruchomą, integralną częścią zamka), a wylot lufy jeśli chodzi o proporcje wielkości i grubości ścianki wygląda raczej na kaliber .45, choć na zamku napisane jest jak wół „9×19”