Przypadkowy przypadek

PAP/Tytus Żmijewski

No i mamy to, na co przeciwnicy dostępu do broni czekali od dawna – uzbrojonego wariata w szkole (w tym przypadku podstawowej, w Brześciu Kujawskim). Napastnikiem był jej 18-letni dawny uczeń, mający na pieńku z jedną z nauczycielek, którą obwiniał o swoje życiowe niepowodzenia. Człowiek ten, ewidentnie chory psychicznie (leczył się psychiatrycznie, niedawno był nawet hospitalizowany), już dwukrotnie próbował wywołać w szkole rozróbę: raz pięściami, później z maczetą w ręce. Nikt go nie izolował, nie monitorował, więc kolejny atak był tylko kwestią czasu. 27 maja rano wszedł do budynku z nożem, rewolwerem czarnoprochowym i dwoma petardami.
Zanim został obezwładniony przez pracownika szkoły, zdołał postrzelić woźną i jedną z uczennic (na szczęście niegroźnie), a jedna z petard powierzchownie raniła inną uczennicę. Sprawca wylądował w szpitalu psychiatrycznym, postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa i zastosowano wobec niego areszt tymczasowy na trzy miesiące.
Wiadomo, że sprawca był doskonale znany Policji, która nie zrobiła z tej wiedzy żadnego prewencyjnego użytku. Wiadomo też, że toczyły się wówczas prace parlamentarne nad projektem ustawy „koncesyjnej” (piszemy o nich w tym numerze). Zamach miał miejsce 27 maja, a 28 maja miało się odbyć posiedzenie senackiej komisji, na której mogły być dyskutowane m.in. kwestie replik broni czarnoprochowej. Nie były, bo na skutek presji strony społecznej (akcja internetowa, plus wsparcie kilku posłów i senatorów) resort nie podjął próby forsowania poprawek zrywających kompromis wcześniej wypracowany w Sejmie.
[JL]