Następca Lewisa: Vickers Gas Operated Mark I

W czasie II wojny światowej zakłady Vickers-Armstrong wyprodukowały niemal 100 000 karabinów maszynowych VGO w kilku różnych wersjach. Słyszeliście kiedyś o takim karabinie maszynowym? No właśnie – ja też do niedawna niewiele.

Na hasło „karabin maszynowy Vickersa” skojarzenia mamy raczej jednoznaczne: trójnóg, blaszana żebrowana chłodnica, tylec ze szpadlami, parciana taśma. Błoto do pół łydki, Somma, Ypres, Passchandaele, te klimaty. Brytyjski Maxim, krótki odrzut lufy, kolankowy zamek (ale obrócony do góry nogami), w służbie od 1912 do 1965 roku. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo firma Vickers produkowała

źródło: IMPERIAL WAR MUSEUM

także inne karabiny maszynowe, również na nabój .303-in (7,7 mm × 56R), ulubione przez brytyjskie jednostki specjalne walczące w Afryce Północnej – LRDG i SAS. To Vickers K, znany także jako Vickers G.O. lub po prostu VGO. „G.O.” to skrót od Gas Operated – uruchamiany gazami – co podkreśla odmienność tego kaemu Vickersa od wszystkich innych modeli firmy, uruchamianych krótkim odrzutem lufy. Karabinów tych wyprodukowano tuż przed wybuchem wojny i potem w trakcie jej trwania około 100 000 – dokładna liczba nawet nie jest znana. Sto tysięcy jakiegokolwiek typu broni, zwłaszcza trudnych w produkcji i drogich karabinów maszynowych to już sporo – ale VGO pozostaje mimo to bronią zaskakująco mało znaną i kojarzoną jedynie przez prawdziwych koneserów