Chiappa jak chianti – im starsze, tym lepsze

Włoska firma Chiappa Firearms nie jest dla wielu naszych Czytelników nazwą obcą, czy nieznaną. W ostatnich latach często pisaliśmy o jej sukcesach i podboju wciąż kolejnych do tej pory nieskolonizowanych nisz.

Ezechiele Chiappa, założyciel firmy

Bo też strategia rozwojowa 61-letniej firmy nie jest standardowa: zamiast wybrać sobie specjalność i drążyć w niej do głębi, Chiappa idzie szerokim frontem, unikając przy tym jednak tłoku, w którym zbyt łatwo wejść na odciski wielkim graczom. Rezultaty zapierają dech w piersi. W 2009 roku 60 000 sztuk wyprodukowanych wyrobów zapewniało egzystencję 40 robotnikom w hali i 10 osobom z biurowca. Ledwie siedem lat później roczna produkcja ocierała się już o 200 000 sztuk, a załoga podwoiła się, do około setki.

Tak było: hala fabryczna Armi Sport w roku 1975

Zaczynało się jeszcze skromniej – od szopy z kilkoma maszynami, w której Ezechiele Chiappa produkował części do odprzodowych replik, na punkcie których Amerykanie oszaleli w latach 50., gdy burzliwy rozwój tasiemcowych telewizyjnych seriali zasiedlił wyobraźnię młodych Amerykanów postaciami Patriotów roku 1776, eksploratorów i zdobywców Dzikiego Zachodu – Davy’ego Crocketta, Daniela Boone’a, Dzikiego Billa Hicocka – a w końcu tragicznych bohaterów amerykańskiej wojny secesyjnej. Wszyscy oni używali broni odprzodowej, której dostępne zasoby wkrótce się wyczerpały (choć jeszcze w latach 50. słynny amerykański sklep wysyłkowy z bronią Bannerman’s sprzedawał oryginalne skałkówki wielokrotnie taniej niż dziś kosztują ich repliki). Prawo podaży i popytu sprawiło, że amerykańscy przedsiębiorcy w rodzaju Valmore’a „Vala” Josepha Forgetta seniora (1930–2002) z firmy Interarms wsiedli w samoloty i polecieli szukać towaru w Europie.