GORĄCY TEMAT: Siedem grzechów – czyli kiedy dopełni się implementacja dyrektywy?

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule powinna być w zasadzie oczywista – implementacja musi dopełnić się jak najprędzej, bo jako kraj już płacimy kary za jej brak. Tyle, że nie będzie to łatwe – przynajmniej dopóki urzędnicy nie zaczną słuchać strzelców.

Gwoli ścisłości: mowa o dyrektywie Rady 91/477/EWG z dnia 18 czerwca 1991 r. w sprawie kontroli nabywania i posiadania broni (Dz. Urz. UE L 256 z 13.09.1991), zmienionej dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/51/WE z dnia 21 maja 2008 r. (Dz. Urz. UE L 179 z 08.07.2008) oraz dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/853 z dnia 17 maja 2017 r. (Dz. Urz. UE L 137 z 24.05.2017). Brutalna prawda jest taka, że do dziś nie mamy wdrożonej w całości tej pierwszej zmiany, z 2008 roku – a wdrażać tę drugą ledwie co zaczęliśmy. Cokolwiek myślą o tym urzędnicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – bo niektórzy z nich są przekonani, że prawie wszystko jest już wdrożone, a termin mija 15 grudnia bieżącego roku. Tymczasem termin na tę pierwszą nowelizację faktycznie był grudniowy, tyle że chodziło o 31 grudnia 2014 roku. Ot, drobna różnica, zaledwie pięciu lat…

Już wyjaśniam, o co chodzi. Otóż jedną z ważniejszych zmian, wprowadzonych nowelizacją dyrektywy z 2008 roku, było nałożenie na kraje UE obowiązku zbudowania i uruchomienia elektronicznego systemu śledzenia historii broni, umożliwiającego przypisanie każdego jej egzemplarza, w czasie rzeczywistym, do konkretnego posiadacza. I w Polsce taki system (choć nieco ułomny) został opracowany, mniej więcej w połowie 2014 roku przedstawiono go Radzie Ministrów, w ramach pakietu zmian w ustawie o broni i amunicji, zaszyfrowanych jako „trzecia transza deregulacji”. Tyle, że akurat wtedy ówczesny premier Tusk przekazywał ster rządu swojej następczyni (pani Kopacz), w finansach publicznych była zapaść, więc nikt nie miał głowy do wprowadzania jakiegoś peryferyjnego systemu, w dodatku pociągającego za sobą wydatki liczone w milionach złotych. W ministerstwie więc uradzono, że skoro nowego systemu nie da się wprowadzić, należy zaraportować do Brukseli, że u nas taki już działa od dawna – konkretnie dwa, jeden policyjny, a drugi żandarmeryjny. Nawet wymyślono na to stosowną nazwę: bodajże „system rozproszony”. Oczywiście ani „Broń” w Policji, ani „Hefajstos” w Żandarmerii Wojskowej, żadnej historii broni nie śledziły, bo nie do tego je zaprojektowano, ale oba były elektroniczne – i to miało wystarczyć. Niestety, w 2017 roku weszła w życie kolejna nowelizacja dyrektywy