Zaczadzeni

Jest takie powiedzenie, że kto za młodu nie był lewicowcem, ten na starość coś-tam coś-tam – co wedle potocznego rozumienia znaczyć ma tyle, że lewicowe idee są niechybnie szlachetne, dopiero później wypiera je z serca i umysłu cynizm i pospolitość. Ale to jest niewłaściwa interpretacja. Ta ludowa przypowieść znaczy bowiem tyle, że wiara w lewicowe idee jest znamieniem braku doświadczenia i życiowej mądrości. Ewentualnie tzw. pięknoduchostwa i deficytu logicznych przemyśleń. Co w sumie na jedno wychodzi.

Obserwujemy ogromne wzmożenie emocji politycznych w związku z wydarzeniami na granicy polsko-białoruskiej. Można dyskutować nad sensem wprowadzenia – i przedłużania – stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym akurat teraz (a co, jeśli za dwa miesiące sytuacja się nie uspokoi?), ale problem na granicy obiektywnie istnieje. Być może gdyby nie idiotyczne zachowania kilku polityków lewicowej opozycji i ich medialne szarże – wspierane przez „opozycyjne” media, które dawno zatraciły resztki obiektywizmu – stanu wyjątkowego w ogóle nie trzeba byłoby wprowadzać. A tak brak odpowiedzialności jednych pociąga za sobą nadreaktywność drugich. Nie bez powodu migracyjne akcje Łukaszenki rozwijają się w kierunku Polski. Zaczęło się od Litwy i Łotwy, które wydawały się najłatwiejszym celem – małe, z nielicznymi formacjami uzbrojonymi i granicami bez naturalnych barier. Ale zdecydowana reakcja ich rządów, a przede wszystkim jednolity front, jaki przyjęły tamtejsze frakcje polityczne, spowodował zmianę kierunku białoruskiej agresji – na Polskę. Polskę, której rząd wykazuje czasami nieprawdopodobną wręcz niezdarność w rozwiązywaniu bieżących problemów, ale przede wszystkim której opozycja w swej przeważającej, lewicowo zorientowanej masie, działa zawsze na szkodę rządu i kraju. Moim zdaniem postawa posłów z sejmowych klubów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy w sprawie nadgranicznego konfliktu ociera się wręcz o zdradę stanu. Bo jak inaczej interpretować histeryczne zachowania w czasie sejmowej debaty o przedłużeniu stanu wyjątkowego, epatujące krzywdą dzieci migrantów? Niechby i faktycznie te dzieci – których rodzice mieli odmówić złożenia wniosków o udzielenie pomocy – były w ciężkiej sytuacji. Tylko co z tego miałoby wynikać? Że Polska ma akceptować nielegalne przekroczenia swojej granicy przez wszystkich, którzy z tego czy innego powodu wzbudzają współczucie?! Takich ludzi w Azji, Afryce i innych częściach świata są setki milionów – mamy ich wszystkich przyjąć, odziać i nakarmić? To zgroza, że w polskim Sejmie zasiadają ludzie, którzy tak właśnie uważają i nie myślą racjonalnie, lecz kierują się tylko emocjami. Polityk musi być rozsądny, twardy i musi działać w interesie ludzi, których reprezentuje. A postawa tych lewicowych durniów doprowadzi do tego, że za chwilę na granicach staną tysiące kobiet z dziećmi, które białoruskie pograniczne wojska popędzą na nasz kraj – i co wtedy?

Lewicowy czad truje nie tylko w Polsce. Oto Wielka Brytania (cóż, „wielka” to ona była dawno temu...) zakazuje wjazdu na swoje terytorium redaktorowi Rafałowi Ziemkiewiczowi, bo nie podziela jego poglądów. Ponieważ według lewicy można prowadzić dialog tylko pod warunkiem akceptacji jej wizji świata – każde podważenie czerwonych dogmatów będzie traktowane jako atak i bezwzględnie tępione. W ten sposób wracamy do najgorszych wzorców XX wieku – Związku Radzieckiego, narodowo-socjalistycznej III Rzeszy Niemieckiej i komunistycznych Chin Ludowych. Nie bez przyczyny George Orwell był Brytyjczykiem i akcję swojej najsłynniejszej, antyutopijnej powieści Rok 1984 osadził na Wyspach. Angielska mgła jak widać dobrze łączy się z lewicowym totalitaryzmem.

Czy wszyscy z Państwa już przygotowali zapas „rurek” i „pestek”? Idą czasy bardzo niespokojne. Tym przypomnieniem zapraszam do lektury październikowego numeru miesięcznika – tradycyjnie w wersji papierowej, elektronicznej lub na stronie www.strzał.pl