Dno dna

Dużo dzieje się z końcem tej wiosny, stanowczo zbyt dużo... Już wiemy coś więcej na temat programu SAFE w praktyce – i potwierdza się to, co wieszczyłem w marcowym numerze. Oprocentowanie już na starcie jest wyższe, zaś mityczne polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe, które miały być beneficjentem tego programu to firmy, które już wcześniej podpisały umowy z MON. Tyle, że wcześniej kontrakty miały być finansowane z budżetu ministerstwa, a teraz są przepisywane pod pieniądze z SAFE. Innymi słowy, te „nowe” umowy służą do przeksięgowania środków na załatanie dziury budżetowej, rosnącej do gargantuicznych rozmiarów. Jeśli są jakieś nowe kontrakty, to na hełmy i kamizelki kuloodporne, co brzmi jak ponury żart. MON wszak obiecywał, że pożyczka SAFE ma budować realne zdolności obronne kraju. A te hełmy i kamizelki należą do projektu „Tytan”, który rozpoczęto w roku... 2007. Dwadzieścia lat temu. Choć właściwie u nas to norma – wszak w 1939 roku wojnę manewrową też planowano prowadzić wedle wzorców roku 1920.

Aresztowano na 3 miesiące dziennikarza, który ośmielił się opisać sprawki jednego takiego hochsztaplera (to najdelikatniejsze określenie), związanego z rządzącą kamarylą. No to ta się odwinęła – oficjalnym powodem było, że ów dziennikarz „nielegalnie posiadał broń gazową”. Chodzi o straszaka na 9 P.A.K., do których MSWiA wpierw wydało opinię, że są bez pozwoleń, a później pod wpływem Policji opinię zmieniło. Do dziś ABW prowadzi śledztwo w tej kwestii, gdyż nasz kraj najwyraźniej nie ma ważniejszych problemów. Kiedyś Policja jak chciała się na kimś zemścić, podrzucała mu narkotyki. Ale teraz są dokładne testy, więc jak ktoś nigdy nic nie brał, to z podrzutu nici. Najwyraźniej przestawiono się na podrzucanie straszaków, dla większego efektu zwanych „bronią gazową”. Przypomnę, że ustawa koncesyjna zwolniła je w roku 2021 z obowiązku posiadania koncesji na obrót nimi i ich wytwarzanie, ale ustawa o broni i amunicji wciąż o tym nie wie. Czyli wolno coś zrobić i sprzedać, ale nie ma komu, bo nie wolno tego mieć. Najwyraźniej Policji zależy na utrzymaniu tego absurdu, bo to wygodny kij do bicia. A nawet jeśli to nie był podrzutek, tylko naprawdę pistolet należał do dziennikarza, to i tak nie jest to powód do aresztu. To hucpa.

Kadry ministerialne są... sam nie wiem, jak to napisać, żeby nie użyć inwektyw. Oto człowiek pełniący funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego popisuje się w telewizji brakiem elementarnej wiedzy z zakresu geografii – myląc miasto Waszyngton ze stanem Waszyngton, i dowiadując się przy okazji, że miast o tej nazwie jest więcej niż jedno. To podpowiem, że miejscowości o nazwie Waszyngton jest w USA aż 88, a do tego mamy jeszcze 31 powiatów (county)... W tej sytuacji radziłbym dodanie do przeszukiwanych miejsc – w pogoni za znienawidzonym poprzednikiem, która przypomina już sceny z kreskówek W. Hanny i J. Barbery – Ronda Waszyngtona. Jest bliżej, a może zbieg skrył się właśnie tam? Nowa wiceminister sportu co prawda nie wie, ile jest w Polsce województw, a zapytana stolicą jakiego kraju jest Luksemburg, odpowiada radośnie „- Belgii!”, ale za to chce walczyć o... równouprawnienie kobiet w sporcie. Może ktoś by jej wyjaśnił, że polskie kobiety realizują się wyczynowo już od lat 20. ubiegłego wieku, i że akurat na tym polu byliśmy trendseterem Europy. O minister kultury nie ma nawet co pisać, bo to przypadek kliniczny. Ale wszystkich przebił (były już) minister nauki (!), podobno absolwent politechniki (!!), który na pytanie zadane przez dziennikarza w Sejmie, ile to jest 0,5 dodać jedna druga, odpowiedział z przekonaniem, że 1,7. Najwyraźniej sprzedawanie dyplomów nie jest wynalazkiem Collegium Thumanum. Kurtyna.

Ja w każdym razie zapraszam do lektury czerwcowego numeru naszego czasopisma: papierowo lub elektronicznie, do oglądania filmów na kanale KINO STRZAŁ.pl – no i oczywiście do zaprenumerowania naszego miesięcznika