Trzecia droga… donikąd

W przededniu parlamentarnych wyborów trudno uciec od polityki – gdy bombarduje nas ona na każdym kroku, niczym amerykańska 8 Armia Powietrzna niemieckie fabryki w roku 1944. Jak dla mnie szczególnie niepokojąco brzmią wygłaszane w przedwyborczej kampanii (często przez prominentnych polityków) hasła o szukaniu naszej własnej, polskiej drogi do państwa dobrobytu.

Mamy tak naprawdę tylko dwa modele organizacji państwa i jego gospodarki – pierwszym jest wolnościowy model kapitalizmu w typie anglosaskim, którego uosobieniem są Stany Zjednoczone Ameryki, największa potęga świata pod każdym względem (najbardziej spektakularnym wyznacznikiem ich pozycji jest liczba nagród Nobla przyznawanych w tych naprawdę liczących się dziedzinach: fizyce, chemii, biologii i medycynie, których USA zgarnia blisko 90%). Drugim – model totalitarnego socjalizmu marksistowsko-leninowskiego, w typie Związku Radzieckiego, który pomimo całkowitego bankructwa pod koniec lat 80. wciąż znajduje chętnych naśladowców (ostatnio w Wenezueli).

Tymczasem wciąż ktoś szuka mitycznej „trzeciej drogi”, nowego modelu kapitalizmu państwowego – mającego łączyć skuteczność gospodarczą Ameryki z efektywnym rządem dusz uprawianym przez Sowietów. Podobno udaje się to w Chinach, ale to nieprawda. Chiny tylko odtwarzają i kopiują to, co skonstruowane i wypracowane zostało w innych krajach, przede wszystkim w USA i (w mniejszym stopniu) w Europie. O chińskich nagrodach Nobla można myśleć wyłącznie w kontekście kategorii polityczno-poprawnościowych – zresztą tzw. „pokojowa nagroda” nie ma nic wspólnego z prawdziwym Alfredem Noblem, nawet przyznaje się ją nie w Szwecji, tylko w Norwegii. Owszem, współcześni Chińczycy są zdolnymi kopistami, ale nic ponadto. Jedynym oryginalnym wynalazkiem dokonanym na obszarze obecnych Chin jest jedwab – tyle, że to było ponad pięć (!) tysięcy lat temu, w neolicie, a jego twórcy mają tyle wspólnego z mieszkańcami ChRL, co twórcy kultury minojskiej z obecnymi mieszkańcami Krety.

Żadna trzecia droga nie istnieje, zwłaszcza droga na skróty, a eksperymenty zawsze kończą się gospodarczą katastrofą. To jest jak zastępowanie w piecu opału podpałką – uzyskamy piękny ogień, który nie da dużo ciepła i szybko zgaśnie. Dobrobyt buduje się przez żmudną pracę pokoleń i oszczędzanie, czyli wydawanie mniej, niż się zarabia. Zabezpieczeniem na starość jest albo liczne potomstwo (dobrze wychowane, które zadba o rodziców), albo zgromadzony za młodu majątek. Mit emerytury wypłacanej przez państwo jest bardzo wygodnym usprawiedliwieniem dla życia ponad stan, ale to nie zadziała. Zaprojektowany przez Bismarcka pod koniec XIX wieku model repartycyjny ustalał wiek emerytalny na 65 lat, przy średniej życia poniżej lat 50. Dziś średnia życia przekroczyła lat 70 (mężczyźni) i 80 (kobiety), a wiek emerytalny pozostał bez zmian – w dodatku znacznie podwyższył się wiek wejścia w życie zawodowe. To kto ma pracować na te emerytury?

Tylko wolny rynek, wspierany przez wolność osobistą i święte prawo własności – i organy władzy nieingerujące w gospodarkę – to fundamenty państwa dobrobytu. A jak wolność i własność, to także dostęp do broni dla wszystkich pełnoletnich, niekaranych obywateli. To takie proste… Zapraszam Państwa serdecznie do lektury październikowego numeru : papierowo, elektronicznie i na stronie internetowej www.strzał.pl.