Bilans dwudziestu lat

W roku 2004 weszliśmy do Unii Europejskiej, która była stowarzyszeniem wolnych i suwerennych państw – rozwinięciem Wspólnot Europejskich (znanych u nas jako EWG). Miał być wspólny rynek, swoboda podróżowania, wolność osobista i gospodarcza. Strzelcy liczyli na normalne zasady dostępu do broni. Nie było w ogóle mowy o obowiązkowym przyjmowaniu nielegalnych imigrantów z Afryki, europejskim Zielonym Ładzie, ideologii gender – o „kamieniach milowych” nie wspominając. Głosując za wstąpieniem do Unii nie wyrażaliśmy zgody na przewodnią rolę Niemiec, podobną do znanej nam już jak zły szeląg przewodniej roli Związku Radzieckiego. Nasi ukochani przywódcy w międzyczasie przyklepali – nie pytając nas o zgodę, choć wedle konstytucji powinniśmy to potwierdzić w kolejnym referendum – zmianę traktatu nicejskiego na lizboński. Chyba też nie do końca mając świadomość skutków swego podpisu...

Po dwudziestu latach żyjemy w zupełnie innym świecie, niż ten na który się umawialiśmy. Mamy jakieś obłąkańcze „Fit for 55”, relokację migrantów, cenzurę pod pretekstem „zwalczania mowy nienawiści”, a na bliskim horyzoncie zakaz używania aut spalinowych oraz ograniczanie płatności gotówką i dyrektywę „budynkową” – co oznacza w praktyce wywłaszczenie większości Polaków z ich majątku. To będzie za chwilę – a już jest zamknięcie wolnego rynku usług, bo nieoczekiwanie dla Niemców i Francuzów okazało się, że to Polacy przejmują usługi transportowe, a przecież nie po to przyjmowano nas do Unii! Zarabiać mieli ci, co przyjmowali, a nie przyjmowani. Podobnie z polskim rolnictwem: nie dość, że nie zrównano go pod względem dopłat z zachodnioeuropejskim, to jeszcze – gdy okazało się, że polskim rolnikom idzie zbyt dobrze – dorżnięto otwierając granice dla importu z Ukrainy. Przy wydatnej pomocy polskich władz, niestety.

Zbliżające się wybory do tzw. europarlamentu są – paradoksalnie – jednymi z ważniejszych w perspektywie najbliższych lat. Bo choć jest to ciało trochę fasadowe, to jednak jedyne, do którego w ogóle organizuje się jakiekolwiek wybory (a podobno EU to krynica demokracji). Rzecz jest ważna zwłaszcza dla strzelców – bo europarlament współtworzy unijne dyrektywy, zwłaszcza te mniej ważne (z punktu widzenia wielkiej polityki – bo tę uprawiają po staremu rządy największych krajów unijnych, przede wszystkim Niemiec, w mniejszym stopniu Francji). Wisi nad nami widmo zaostrzenia dyrektywy broniowej oraz ograniczeń w dostępie do amunicji. Ludność krajów Unii zaczyna burzyć się przeciwko zalewowi imigrantów i eko-szaleństwom – oba te czynniki mają skruszyć fundamenty starej organizacji społeczeństw, żeby zbudować na ich gruzach nowe, marksistowskie. Więc trzeba ludność rozbroić.

Pytanie, czy Unię Europejską można jeszcze zreformować? Czy szaleństwa klimatyczne i migracyjne można jeszcze cofnąć? Czy jest już z Unią tak, jak z upadającym Związkiem Radzieckim – na reformy za późno, musi upaść. Ci, którzy żyli w PRL to wiedzą, młodsi warto aby uwierzyli na słowo i nie sprawdzali na własnym grzbiecie: socjalizm z ludzką twarzą nie istnieje, trzecia droga to mrzonka. Każdy socjalizm jest zły, każdy prowadzi do zniewolenia i ograbienia ludzi. Bracia strzelcy, głosujmy na prawicę, ale tę prawdziwą!

I jeszcze jedna kwestia, która nie zmieściła się w wersji papierowej czasopisma: dotycząca prawa weta. W tym wypadku chodzi o podejmowanie decyzji w najważniejszych gremiach Unii Europejskiej, ale nie sposób nie dostrzec analogii do liberum veto z czasów I Rzeczpospolitej. I te analogie są wyciągane, co zabawne przez... zwolenników zniesienia zasady weta. Tymczasem proszę spojrzeć na to zagadnienie nie od strony propagandy i publicystyki popularnonaukowej (w której człon „popularna” dominuje nad „naukowa”), tylko od strony faktów i skutków działań, które są obiektywne i jednoznaczne. Otóż dopóki w Rzeczpospolitej obowiązywała zasada weta, była ona niepodległa. Owszem, szarpana od pewnego czasu przez ościenne kraje (nie „mocarstwa”: kraje te stały się nimi dopiero po upadku I Rzeczpospolitej), ale wciąż niepodległa. Dopiero zniesienie zasady liberum veto przypieczętowało upadek polskiej państwowości, co nastąpiło w ciągu zaledwie czterech i pół roku. Oczywiście nie był to ani główny, ani nawet poboczny powód tego upadku, ale zniesienie zasady jednomyślności było warunkiem do tego jak widać koniecznym. Wówczas możliwe było zwołanie Sejmu, na którym można było przegłosować utratę niepodległości – wcześniej byłby on zerwany przez choćby i pojedynczego posła. Warto o tym pamiętać, głosując w eurowyborach. Niektóre ugrupowania deklarują bowiem poparcie zniesienia weta, a inne nie wypowiadają się w tej kwestii jednoznacznie – co każe domniemywać, że zniesienie weta mogą poprzeć, zapewne pod pewnymi warunkami. Zniesienie zaś zasady weta pozbawia Polskę tych resztek suwerenności, które jeszcze nam pozostały – po jego zniesieniu w praktyce decydować będą największe kraje, Niemcy i (w mniejszym stopniu) Francja. A te będą dążyły w oczywisty i logiczny sposób do realizacji swoich życiowych interesów, nie naszych. Nasze mogą być czasami z tamtymi zbieżne, ale zapewne częściej będą sprzeczne. Jak choćby w sprawie usług transportowych...

Z tym przesłaniem zapraszam Państwa do lektury majowego numeru naszego czasopisma – papierowo lub elektronicznie – oraz oglądania filmów KINO STRZAŁ.pl na kanale YouTube.