.20-20

Początek roku przyniósł kompromitację resortu spraw wewnętrznych w kontekście przepisów regulujących cywilny rynek broni i amunicji – udowadniając dobitnie, że nasze państwo nadal jest zbudowane z dykty i papier mâché, wypełnionego paździerzem i obetkanych mchem. Przepisy są traktowane przez urzędników jako swoisty byt rytualny, który obowiązywać ma wyłącznie maluczkich – a ich, jako kasty wyższej, nie dotyczą. Nikt się zatem nie przejmuje, że przepis ustawy (która weszła w życie!) przewiduje dzień 14 grudnia jako początek funkcjonowania elektronicznego systemu ewidencji (tak, chodzi o SRB), a jednocześnie ministerstwo zaplanowało rozstrzygnięcie przetargu na zakup infrastruktury i realizację tegoż systemu na dzień… 15 grudnia, tego samego roku. Jak ma wejść w życie system, którego jeszcze nawet nie tyle, że nie ma, ale nawet nie rozstrzygnięto przetargu na jego wykonanie?!

Szefowie ważnych komórek organizacyjnych ministerstwa nie mają elementarnej wiedzy merytorycznej na temat problematyki, którą się zajmują, więc spod ich rąk wychodzą wykonawcze akty prawne będące oderwanym od rzeczywistości wytworem urzędniczej nowomowy. Takim jak rozporządzenie o sposobie ewidencjonowania amunicji, nakazujące wpisywać na faktury sprzedaży długie ciągi cyfr i liter serii produkcyjnych z paczek z nabojami. Surrealizm tego przepisu utrudnia jego skomentowanie – to coś takiego, jak gdyby aptekarz musiał wpisywać na każdy paragon serie produkcyjne leku, który sprzedał pacjentowi. Tyle, że niektóre opakowania jednostkowe lekarstw, na przykład blistery, mają te serie naniesione. Naboje nie mają. Co więcej: często od razu po zakupie przesypuje się je (przekłada) w inne pojemniki, wygodniejsze do strzelnicowego użycia. Kto zatem, w jaki sposób, po co i dlaczego miałby to kontrolować? Oj tam, oj tam…

Jeszcze słowo na temat tytułu – oczywiście, nie istnieje nabój oznaczony jako .20-20, choć w kontekście cyfry tegorocznej byłoby miło, gdyby takowy był. Istnieje za to nabój .25-20 Winchester, zwany też WFC (od Winchester Center Fire), skonstruowany w 1895 roku specjalnie z myślą o małokalibrowej wersji karabinka lever action Winchester Model 1892. A tak naprawdę są nawet trzy naboje .25-20 – poza wspomnianym WFC także współzamienny z nim nabój .25-20 Marlin, a także całkowicie niewspółzamienny .25-20 Single Shot. Nabój Marlina powstał dwa lata wcześniej, niż ten Winchestera, za to w taki sam sposób: przez przeszyjkowanie łuski popularnego wówczas naboju .32-20 Winchester. I celem był także karabinek lever action, chodziło o model Marlin 1889. Wygrał Winchester, bo prezentował zdecydowanie większy ciężar gatunkowy, jako firma o już wówczas globalnych aspiracjach. Wszystkie trzy są do dziś w użyciu, choć już raczej marginalnym, bo nowej broni w tym kalibrze się już nie produkuje – ale stara jest jeszcze wystarczająco sprawna i jest jej sporo. Więc problem zamienności lub niezamienności tej amunicji jest jak najbardziej aktualny.
To tak na marginesie wielkiej polityki, ale trochę też po to, aby uświadomić poniektórym decydentom stopień złożoności problematyki cywilnego rynku broni i amunicji.

I z tym optymistycznym przesłaniem serdecznie zapraszam Państwa do lektury styczniowego numeru : papierowo, elektronicznie i na stronie internetowej www.strzał.pl.