Jesień tegoroczna zapowiada się dla polskich strzelców jako okres nadspodziewanie gorący. Walka toczy się na kilku frontach: mamy patentowy regulamin PZSS, projekt ustawy zniechęcającej do posiadania broni napisany przez P2050…
I to wcale nie jest wszystko. Jedno poważne niebezpieczeństwo leży zamknięte w szufladzie biurka w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji – to projekt rządowej nowelizacji ustawy o broni i amunicji. Którego nikt poza zaprzysiężonym gronem członków utworzonego rok temu zespołu zadaniowego nie widział, ale którego najważniejsze postulaty są z grubsza znane i dla strzelców fatalne. Z tak zwanej poczty pantoflowej wiemy, że projekt już byłby w Sejmie, gdyby tylko wybory prezydenckie wygrał pan Trzaskowski. Ale wygrał je pan Nawrocki, a wiadomo że takiej ustawy nigdy urzędujący prezydent by nie podpisał – więc po co drażnić i zniechęcać do siebie środowisko strzeleckie? To dobrze, że władze resortu mają świadomość tego faktu, choć z drugiej strony niedobrze, że w ogóle pozwoliły na przygotowanie tego pasztetu. Być może częściowo chodziło o udobruchanie policyjnych związkowców – my tu panowie z sercem dla was na dłoni (bo jednak nie z pieniędzmi, których nie ma i nie będzie), ale wicie-rozumicie, obiektywne przeszkody, prezydent nie nasz, nie da się. Polityka…
Uno bordello nell’ufficio sportivo
Po pierwsze mamy dalszy ciąg epopei pod tytułem „władze PZSS walczą ze strzelcami i wybranymi klubami”. Uwłaszczona prawem kaduka na pozwoleniach do celów sportowych kamaryla broni swojej pozycji rękami i nogami, a bezpośrednim katalizatorem ostatnich działań mogło być wystawienie na lutowym Walnym Zgromadzeniu Delegatów kontrkandydatki na funkcję prezesa. Gdyby to była prawda, to mniejsze zło, bo ludzką małość można zrozumieć, a nawet wybaczyć – w końcu jeśli ktoś sprawuje lukratywne, mało absorbujące stanowisko przez prawie dwadzieścia lat, a przymiotów dających podstawę do aspirowania o inną posadę nie ma zbyt wielu, to można zrozumieć przywiązanie do stołka. Byłoby gorzej, gdyby powodem miał być dywanik w resorcie i polecenie służbowe, aby w trybie pilnym zrobić coś z pleniącymi się jak perz strzelcami sportowymi, których w 2014 roku było niecałe 15 tysięcy, a dziesięć lat później jest już prawie 86 tysięcy. Kto to słyszał?
Początek wspomnianej epopei opisywaliśmy dość szczegółowo przed wakacjami (STRZAŁpl 4/25, 5/25, 6/25), więc nie będę się powtarzał. Tak tylko gwoli przypomnienia: decyzją nr 11/DP/2025 z 22 maja Minister Sportu i Turystyki uchylił uchwałę Zarządu Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego nr 27/2025 z 26 marca w sprawie wprowadzenia „Regulaminu uzyskiwania kwalifikacji niezbędnych do uprawiania sportu strzeleckiego w ramach Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego” – z powodu rażących błędów formalnych, czyli wielokrotnego naruszenia przepisów prawa powszechnie obowiązującego. Zarząd PZSS odwołał się od tej decyzji, wnosząc o ponowne rozpatrzenie sprawy. A że był to czas wyborczej gorączki, a w dodatku ówczesny minister był ważnym członkiem sztabu wyborczego jednego z kandydatów na prezydenta, to rzecz cała zawisła w urzędniczej próżni – przez co ów regulamin wszedł w życie 1 lipca. Kandydat ministra przegrał wybory, doszło do rekonstrukcji rządu i zmienił się minister sportu, więc sprawa stawała się niezałatwialna coraz bardziej (zanim nowy minister się wdroży…). Zarząd PZSS słusznie rozumując zszedł z linii strzału, zmieniając zapisy regulaminu w taki sposób, aby nie było już w nich naruszeń innych przepisów (a przynajmniej nie było tych, które dały podstawę do jego uchylenia). Dokonano tego uchwałą Zarządu 47/2025 z dnia 26 września, która jednak nie wprowadzała formalnie nowego regulaminu, tylko publikowała jego „tekst jednolity”. W efekcie powstał niesamowity galimatias prawny, bo zmienione we wrześniu zapisy miałyby obowiązywać wstecznie, od 1 lipca, gdy tymczasem pomiędzy lipcem a końcem września obowiązywał zupełnie inny regulamin. Absolutnym kuriozum był zapis § 27 ust. 3 pkt 5, uchylający z dniem 1 lipca przepisy regulaminu przyjęte 26 września – bo ktoś w Związku zupełnie nie panuje nad klawiaturą komputera, lub nic nie rozumie z tego, co pisze. Co więcej, nowe przepisy są jeszcze gorsze – z punktu widzenia strzelców – niż przepisy poprzednie (marcowe, z uchwały 27/2025). Te wrześniowe przewidywały bowiem m.in. automatyczne wygaszenie (!) patentu strzeleckiego (a więc de facto utratę pozwolenia na broń!) już za trzymiesięczne spóźnienie się ze złożeniem wniosku o odnowienie licencji – zarówno zawodniczej, jak sędziowskiej, instruktorskiej czy trenerskiej. Oczywiście nadal jest też przypisanie chłopa, przepraszam: zawodnika, do ziemi – wykluczające istnienie klubów o zasięgu ogólnopolskim czy ponadwojewódzkim, bo egzamin na patent można teraz zdawać wyłącznie w WOZSS właściwym dla statutowej siedziby klubu.
Ponieważ na forach internetowych zawrzało, związkowi działacze czym prędzej dokonali zmian, likwidując lub korygując najbardziej kontrowersyjne zapisy, a przy okazji poprawiając także liczne błędy zapisu poszczególnych paragrafów. Powstał niebywały bałagan. W pewnej chwili na oficjalnej stronie internetowej Związku w różnych miejscach byli linki do czterech RÓŻNYCH wersji teoretycznie tego samego regulaminu! Działo się to już w październiku, a dotyczyć miało uchwały podjętej rzekomo we wrześniu. Oczywiście samej uchwały Związek nigdzie nie publikuje, więc nie wiadomo co tak naprawdę we wrześniu uchwalono, czyimi głosami, i czy w ogóle coś uchwalono. Meta dane plików wskazują, że poprawek dokonywali pracownicy administracyjni Związku, pytanie czy działali pod jakąś kontrolą – a jeśli tak, to czyją, i czy te zmiany były każdorazowo uchwalane? I skąd się brały?
Gdyby ktoś chciał na serio skontrolować działania Zarządu PZSS od wiosny do jesieni tego roku, mógłby moim zdaniem znaleźć tam wiele przykładów działań niezgodnych z prawem, być może nawet do fałszowania dokumentów i poświadczania nieprawdy włącznie. Niestety, nie sądzę żeby był skłonny dokonać tego obecny minister sportu i turystyki, bo rząd ma na głowie ważniejsze sprawy rozliczeń opozycyjnych polityków – choć akurat badanie działania władz polskich związków sportowych „z uwzględnieniem kryterium ich legalności” jest jak najbardziej w gestii ministerstwa. Cóż, obecne władze Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego przyzwyczaiły nas już do ekstrawaganckiej dezynwoltury, żeby ująć to możliwie delikatnie – ale to, co odpalono tej jesieni przekracza granice kabaretu.
Bambizm nieuleczalny
Po drugie, mamy drugą odsłonę poselskiego projektu nowelizacji ustawy o broni i amunicji, mającego wprowadzić obowiązkowe okresowe badania lekarskie i psychologiczne – to także ciąg dalszy sprawy zapoczątkowanej równo rok temu. Oto bowiem 6 listopada 2024 roku grupa 20 posłów płci różnorakiej z klubu Parlamentarnego Polska 2050 – Trzecia Droga złożyło projekt godzący w myśliwych, których to środowisko organicznie nienawidzi. Też już to opisywaliśmy, ze szczegółami (STRZAŁpl 12/24 oraz 01-02/25), więc tu tylko skrótowe przypomnienie. Projekt przepadł w styczniu, w pierwszym czytaniu, odrzucony głosami klubów PiS, PSL, Konfederacji, koła Republikanie oraz pojedynczych posłów z klubów KO i Lewica. Pani minister Paulina Hennig-Kloska z P2050 odgrażała się wówczas, że klub nie odpuści tematu i skoro posłowie nie chcieli objąć badaniami tylko myśliwych, to w kolejnym projekcie zostaną nimi objęci wszyscy posiadacze broni. I jak obiecała, tak zrobiono. Tym razem podpisało się pod projektem tylko 17 osób, wśród których nie ma już żadnych znanych nazwisk (pod pierwszym projektem podpisały się panie Hennig-Kloska i Joanna Mucha). Ale nie jest prawdą, że projekt obejmuje wszystkich posiadaczy broni – otóż nie obejmuje tych, którzy mają pozwolenia do celów kolekcjonerskich, pamiątkowych oraz rekonstrukcji historycznych. Tych ostatnich wydano w skali całej Polski… 112 sztuk, więc tu problem nie istnieje, z powodu homeopatyczności skali. Czy posłowie P2050 o tym wiedzą? Wątpię.
Za to nowy-stary projekt jak poprzednio różnicuje osoby pod kątem wieku, narzucając tym po 70. roku życia badania co dwa lata – młodsi mieliby się badać co lat pięć. Nie mam ochoty powtarzać argumentów użytych już w przywołanych artykułach, uzasadnienie do projektu jest bowiem w sumie tożsame z poprzednim: równie głupie i równie świadczące o absolutnym niezrozumieniu problemu. Dość powiedzieć, że ŻADNE z przypadków, na które powołują się autorzy projektu – głównie są to wypadki na polowaniach – nie mają związku ze stanem zdrowia posiadaczy broni. A na pewno nie w tym sensie, w jakim rozumieją ten stan zdrowia Sz. P.T. państwo posłowstwo P2050… Tu ważna uwaga. Otóż badania lekarskie są opisane w ustawie o broni i amunicji w art. 15a ust. 2 – i tam, owszem, napisane jest o badaniach narządu wzroku, słuchu, równowagi, sprawności narządu ruchu, itp. Ale wcześniej w ustawie – w art. 15 ust. 9 – jest delegacja dla ministra właściwego do spraw zdrowia do wydania rozporządzenia, określającego stany chorobowe i zaburzenia funkcjonowania psychologicznego, które wykluczają wydanie osobie na takie choroby cierpiącej pozwolenia na broń. I takie rozporządzenie zostało wydane, obowiązuje w niezmienionej formie od roku 2005. Są w nim ujęte wyłącznie choroby psychiczne i całościowe zaburzenia ogólnoustrojowe – co jest logiczne, bo człowiek przykuty do szpitalnego łóżka i podpięty do aparatury medycznej bronią dysponować jako żywo nie jest w stanie. Podobnie ktoś cierpiący na schizofrenię. Przytoczone przepisy ustawy należy interpretować w taki sposób, że badania lekarskie powinny być przeprowadzane wyłącznie pod kątem wykrycia chorób znajdujących się w wykazie ministra zdrowia, opublikowanym we wspomnianym rozporządzeniu. Bo inne schorzenia (np. cukrzyca, otyłość, krótkowzroczność, choroby nerek czy dyskopatia) nie mają związku z pozwoleniami na broń! A zapadalność na choroby wymienione w rozporządzeniu jako żywo nie ma żadnego związku z wiekiem człowieka.
W każdym razie trudno uwierzyć, aby prezydent Karol Nawrocki zechciał podpisać taką ustawę, nawet gdyby przeszła przez Sejm i Senat. Wszak zobowiązał się w kampanii wyborczej do niezaostrzania przepisów prawa do posiadania broni.
Co robić?
I znów pojawia się nam to słynne leninowskie pytanie ЧТО ДѢЛАТЬ? – wyznaczające drogę ku nieodmiennie świetlanej przyszłości. Łatwo nie będzie, to pewne. Próby odwrócenia biegunów w głowach lewoskrętnych polityków są raczej skazane z góry na niepowodzenie – gdyby chcieli poznać rzeczy jakimi są naprawdę, mogli się zapytać zanim wysmażyli projekt. Za to tłumaczenie strzeleckiego punktu widzenia politykom otwartym na dialog jest jak najbardziej wskazane, wręcz niezbędne. Tu najlepszą metodą jest uporczywe dreptanie do biur poselskich i wyczulanie posłów i senatorów na problemy środowiska strzeleckiego. Jest ono już na tyle liczne, że zaczyna być postrzegane jako politycznie istotne.
Większy problem jest z PZSS. Mamy tu bowiem całkowicie patologiczną sytuację, gdy koncesjonowana organizacja, której w praktyce nikt nie kontroluje, zdziera z obywateli poważne pieniądze – wpływy od strzelców-amatorów w ciągu ostatnich kilku lat to kwoty idące w dziesiątki milionów złotych, do tego drugie tyle dotacji państwowych – które częściowo przejada na własne potrzeby, a częściowo marnotrawi. Obecnie na kontach bankowych PZSS (nieoprocentowanych!) leży bezproduktywnie ponad 20 milionów. Związek nie buduje strzelnic – nawet nie planuje ich budować – przerzucając koszt infrastruktury na kluby. Nawet nie zapewnia czegoś tak banalnego, jak wsparcie dydaktyczne – nie ma wydawanej przez PZSS literatury fachowej, podręczników, nic. Zawody organizują kluby, a rola Związku ogranicza się do przekazania kompletu badziewnych medali chińskiej produkcji, o ile zawody są odpowiednio wysokiej rangi. Strzelectwo amatorskie ze Związku nie ma żadnego pożytku, choć to właśnie ono go finansuje. To jest zupełnie chora pasożytnicza relacja, coś jak huba czy jemioła na drzewie.
Jedynym sposobem naprawy sytuacji jest zmiana przepisów dotyczących dostępu do broni. Przy czym żadne nowelizacje obecnej ustawy nic nie pomogą, co najwyżej mogą coś dać w skali doraźnej – po krótkim czasie zmiany zostaną bowiem spacyfikowane w ten czy inny sposób. Ustawę trzeba wymienić na nowy akt prawny, całościowo regulujący dostęp do broni dla praworządnych obywateli – i to zgodnie z regulacjami unijnymi, bo te są lepsze, niż nasze obecne przepisy. Projekt takiej nowej ustawy jest przygotowany, dostarczony posłom, teraz pozostaje nam tylko czekać. I dreptać do biur poselskich lub senatorskich…
































![Militaria [Strzal-Pentagon_1-3]_Nov20_MOJA](https://strzal.pl/wp-content/uploads/2020/12/Militaria-Strzal-Pentagon_1-3_Nov20_B.jpg)




























































































