Polskie statystyki broniowe są jak kuzyneczka Ernestynka z piosenki Młynarskiego –kiedy babcia pytała jak jej idzie, rodzice odpowiadali że doskonale, „krzywa rośnie!”; ale to nie chodziło o wykres osiągnięć, tylko że spadła z drzewa i przetrąciła sobie kręgosłup.
Czekałem na najnowsze dane z zaciekawieniem, czy zmiana władzy odbije się jakoś na trendach posiadania broni przez obywateli – no i nie odbiła się, przynajmniej na razie (a to już dwa lata, więc jakby coś miało się zmienić, to by już się raczej zmieniło). Generalnie gdyby tę sytuację chcieć oddać jednym słowem, to jest dobrze. A dwoma słowami, spyta ktoś podchwytliwie? A, to nie dobrze. I tak to właśnie jest z polskim dostępem do broni – zależy jak zadać pytanie, taka będzie odpowiedź. Zależy też, komu zadać pytanie. Jeśli miejskiemu brodaczowi przebranemu za komandosa, który właśnie kupił sobie aera i pistolet na uzyskane miesiąc temu pierwsze w życiu pozwolenie „do celów sportowych”, achom i ochom nie będzie końca. W końcu w którym sąsiednim kraju można mieć zawadiacki karabin z tłumikiem – wróć: moderatorem na końcu lufy, lunetą z przystawką termowizyjną na broni i stunabojowym bębnowym magazynkiem pod bronią? I jeszcze to pomalować w kamuflażowe wzorki… A na strzelnicy można się zapisać na kurs szkolący w technikach zdobywania pomieszczeń i odbijania zakładników, prowadzony przez młodego wojskowego emeryta, którego państwo nauczyło tego wszystkiego (i jeszcze więcej), po czym wyrzuciło na nieprzesadnie wysoką emeryturę, więc człowiek sobie dorabia sprzedając takie informacje każdemu kto zapłaci odpowiedni grosik, przy okazji zabijając emerycką nudę. W innych krajach nie do pomyślenia, ale u nas – proszę bardzo. Można? Można… Za to gdyby zapytać obywatela, który chciałby sobie kupić strzelbę do samoobrony, bo mieszka pod lasem i jakieś łobuzy wciąż mu nocą łażą po obejściu, podkradając co się uda chwycić – to usłyszymy słowa mało przyjemne dla władzy. Bo w tego typu sytuacji podobnej broni posiąść się nie da, ustawa nie przewiduje takiej sytuacji. A wydaje się, że powinna…
No dobrze, przejdźmy do analizy danych liczbowych. Pierwsze zastrzeżenie: znów mówimy wyłącznie o pozwoleniach wydawanych przez Komendy Wojewódzkie Policji – te statystyki nie uwzględniają pozwoleń wydawanych przez Żandarmerię Wojskową, choć teoretycznie ma ona obowiązek przekazywać stosowne raporty Policji. Jak widać, zieloni cały czas nie ufają niebieskim, i to się ciągnie już od czasów Bizancjum, więc uszanujmy tradycję. Zastrzeżenie drugie: pokazywane poniżej dane są w tym sensie reprezentatywne, że porównujemy efekty pracy odpowiedniej komórki Komendy Głównej Policji w skali rok do roku, zakładając, że czynione przezeń błędy są statystycznie stałe. A są? Proszę spojrzeć na tabele opublikowane na stronie KGP, a następnie wziąć do ręki kalkulator albo kartkę i ołówek, co tam kto woli, i samemu podliczyć choćby kolumnę pt. „Liczba wydanych pozwoleń na broń w 2025 roku” –kiedy ściągaliśmy te tabele 6 lutego, to widniała tam liczba 50 709, a jak to się samemu podliczyło, to wychodziło 46 834…
ilustracja: OFFGRIDWEB.COM
































![Militaria [Strzal-Pentagon_1-3]_Nov20_MOJA](https://strzal.pl/wp-content/uploads/2020/12/Militaria-Strzal-Pentagon_1-3_Nov20_B.jpg)



































































































