2018/12/17

Niektóre meandry historii potrafią wprawić w osłupienie – oto dwójka obrotnych przedsiębiorców z Niemiec wykupuje od spadkobierców prawa do używania imienia i nazwiska sławnego niemieckiego konstruktora, aby znaczyć nim produkowane przez siebie klony amerykańskiego karabinu i pistoletu!
Firma Schmeisser GmbH może się tak nazywać, bo dysponuje prawami do nazwy „Hugo Schmeisser”. Żeby było jeszcze ciekawiej, mianem Schmeisser ochrzczono karabiny i karabinki rodziny AR-15, a imieniem Hugo – pistolety rodziny M1911. Dziś zaprezentujemy karabinek, a pistolet w niedalekiej przyszłości. Spółka ta została założona w Krefeld, w Nadrenii Północnej-Westfalii, przez wspólników Thomasa Hoffa i Andreasa Schumachera, którzy od ponad 20 lat prowadzą z sukcesem przedsiębiorstwo handlowe Waffen Schumacher – zajmujące się m.in. importem do Niemiec cywilnej broni w typie wojskowym, także z krajów byłego Układu Warszawskiego.
Jedną z pierwszych prac projektowych nowej spółki było opracowanie i wdrożenie do produkcji klona karabinu AR-15, od razu w dwóch równolegle przygotowywanych wersjach: cywilnej (samopowtarzalnej) oraz wojskowo-policyjnej (z funkcją ognia samoczynnego). Ta druga miała być oferowana niemieckim służbom uzbrojonym w broń maszynową, a z czasem może także Bundeswehrze, jak też wszelkim uprawnionym odbiorcom zagranicznym – w końcu dziś każdy nawet najmniejszy kraj chce mieć swoich wojaków uzbrojonych w em-czwórki, a nie każdemu broń sprzedadzą Amerykanie… A Schmeisser GmbH jest oficjalnym, licencjonowanym dostawcą NATO (numer CF537), jako jedna z zaledwie czterech niemieckich firm produkujących broń strzelecką, która ma taki status.
Cywilna wersja szmajserowkich aerów została opracowana zgodnie z restrykcyjnymi niemieckimi przepisami technicznymi, co zapewnia m.in. nieprzerabialność wtórną na wersję maszynową. Ale najważniejsza była kwestia jakości i dostępności. Europejski cywilny rynek broni myśliwskiej i sportowej w pewnym momencie otworzył się – i od razu zakochał w Czarnym Karabinie. Europejski, czyli przede wszystkim niemiecki, bo tu jest najwięcej posiadaczy broni i tu wydają oni najwięcej pieniędzy. Tymczasem karabiny importowane z Ameryki ciurkały wątłym strumyczkiem, bo choć w USA ich produkcja idzie pełną parą, to jej większość wchłania bezdenny rynek amerykański. Tamtejsze skomplikowane procedury eksportowe także nie sprzyjały rozwojowi handlu – a mała podaż przy dużym popycie windowała ceny, co powodowało dysonans poznawczy u klientów. Większość bowiem amerykańskiej oferty to broń dość, żeby to delikatnie określić, rustykalna. Po prostu inne uwarunkowania przekładają się na nieco inne oczekiwania odnośnie standardu wykonania

previous arrownext arrow
Slider
previous arrow
next arrow
Slider
Przejdź do paska narzędzi