Na początek dobra wiadomość: nie trzeba kupować na zapas alkoholu (a można go długo przechowywać, nie popsuje się), bo pan prezydent już zapowiedział, że nie podpisze ustawy podwyższającej akcyzę na alkohol i papierosy. A nie podpisze, bo się zobowiązał w kampanii wyborczej (przyjmując postulaty Sławomira Mentzena) do niepodnoszenia jakichkolwiek podatków. Klamka zapadła. Jestem teraz spokojniejszy o losy ustawy o broni i amunicji, którą planuje zaostrzyć MSWiA – odpowiednia nowelizacja jest właśnie smażona w resorcie, o czym piszemy szerzej w tym numerze. Pan prezydent także zobowiązał się do niezaostrzania broniowych przepisów, więc liczę na konsekwentne trzymanie się – podpisanych! – ustaleń.
Za to rząd uparcie stręczy nam wiatrowe elektrownie, próbując już kolejny raz forsować regulacje pozwalające stawiać je w pobliżu domostw. W ogóle rząd ma jakąś dziwną wiatrakową fiksację, a premier (choćby na Radzie Gabinetowej) zapowiada niepowstrzymany marsz ku zawiatrakowaniu całego kraju – pomimo prezydenckiego weta mają być one stawiane na podstawie jakichś bliżej nieokreślonych rozporządzeń – twierdząc, że „to jest w tej chwili najtańsze źródło prądu”. Otóż nie jest, ani „w tej chwili”, ani nigdy nie było, ani nigdy nie będzie. Elektrownie wiatrowe to przedsięwzięcie efektowne, ale nie efektywne, a ich obecnie jedynym uzasadnieniem są względy polityczne: polskie farmy wiatrowe mają uratować niemieckiego Siemensa, po tym jak wiele innych krajów się z wiatraków wycofuje.
Tak zwane „odnawialne źródła energii” to propagandowy slogan, obliczony na urabianie opinii obywateli nieświadomych praw przyrody – dlatego zapewne wcześniej zadbano o odpowiednie obniżenie poziomu nauczania w szkołach, zastępując przedmioty ścisłe polityczno-poprawnościową sieczką. Po pierwsze, każde źródło energii jest odnawialne, bo paliwa kopalne także się odnawiają, tyle że w bardzo długim okresie. Po drugie, najważniejszym wskaźnikiem efektywności różnych metod pozyskiwania energii – w tym wypadku elektrycznej, bo o tę przede wszystkim chodzi – jest współczynnik EROEI, czyli zwrotu energii pozyskanej wobec energii zainwestowanej (ang. energy return on energy invested). To wartość zysku energetycznego z inwestycji, używana jako wskaźnik ekonomiczny do obliczania jej fizycznej opłacalności. Mówiąc w uproszczeniu pokazuje, ile jednostek energii pozyskamy w ciągu całego życia technicznego danej inwestycji – od projektu, poprzez budowę i eksploatację, aż po jego utylizację – z jednej jednostki energii zainwestowanej.
Otóż wartość wskaźnika EROEI dla paneli fotowoltaicznych wynosi ok. 2 (dwa razy tyle uzyskamy, ile włożyliśmy), dla turbin wiatrowych jest to ok. 4, zaś dla tradycyjnych elektrowni węglowych, gazowych lub wodnych współczynnik ten wynosi około 30. Czyli siedem i pół raza więcej. Dla elektrowni jądrowych wskaźnik przekracza 75. Zatem elektrownie wiatrowe to jedno z najdroższych źródeł energii. Albo premier o tym nie wie – bo ktoś mu nagadał bzdur, w które uwierzył, bo sam spał na lekcjach fizyki – albo cynicznie kłamie. Wnioski płyną z tego dwa: 1. szkoda, że Siemens produkuje akurat wiatraki, a nie reaktory jądrowe. 2. nie wolno powierzać stanowiska premiera humanistom, a już zwłaszcza historykom – premierem powinien być inżynier albo ekonomista.
Obecnemu premierowi dedykuję piosenkę Michela Legranda The Windmills of Your Mind – a wszystkich zapraszam do lektury wrześniowego numeru miesięcznika STRZAŁpl: papierowo lub elektronicznie, oraz do oglądania filmów na kanale YouTube KINO STRZAŁ.pl

































![Militaria [Strzal-Pentagon_1-3]_Nov20_MOJA](https://strzal.pl/wp-content/uploads/2020/12/Militaria-Strzal-Pentagon_1-3_Nov20_B.jpg)



































































































