2019/06/18

Pojawienie się ukaemu MG 42 na początku 1943 roku nie przeszło bez echa za granicą – zarówno w krajach sprzymierzonych z Niemcami, jak i wrogich. Co najmniej dwa z nich podjęły próby przeróbki tej broni na własną amunicję jeszcze w czasie trwania konfliktu

Pierwszym doświadczeniem walk lądowych II wojny światowej dla US Army była operacja „Torch”, lądowanie we francuskiej Afryce Północnej i walki z Deutsche Afrikakorps zepchniętym aż do Tunisu przez brytyjską ofensywę zapoczątkowaną pod El Alamein. Amerykanie mieli z tego debiutu mieszane wrażenia, bo ich pierwsze starcie z Niemcami zakończyło się początkową kompromitacją na przełęczy Kasserine, choć ostatecznie amerykański kontratak zdołał zatrzymać i odrzucić natarcie niemieckie. Jedną z broni wroga, która budziła tam wśród GIs największe przerażenie był nowy niemiecki karabin maszynowy – MG 42.

Była to broń znacznie bardziej udana od używanych przez nich karabinów maszynowych Browninga, uniwersalna, zdolna pełnić rolę ręcznego karabinu maszynowego na dwójnogu, a po zamontowaniu na stabilniejszej podstawie trójnożnej – zadania ciężkiego karabinu maszynowego. W obu tych wcieleniach wielką pomocą w osiąganiu nadzwyczajnej skuteczności ognia była jego olbrzymia szybkostrzelność, sięgająca 1100–1300 strz./min., a więc dwukrotnie wyższa od amerykańskich karabinów maszynowych, strzelających w tempie 500–600 strz./min. Ta szybkostrzelność, prócz zastąpienia znajomego „ratatata” odgłosem przypominającym darcie płótna, zmniejszała także rozrzut, zwiększając szanse trafienia celu. Im gęstszy ogień bowiem, tym większa skuteczność broni – paradoksalnie nawet bez powodowania strat bezpośrednimi trafieniami. Strach przed serią z MG 42 przyciskał bowiem alianckim żołnierzom głowy do ziemi znacznie mocniej niż przed tą ze zwykłego karabinu maszynowego, ułatwiając Niemcom natarcie skokami pod jego osłoną

previous arrownext arrow
Slider
previous arrow
next arrow
Slider
Przejdź do paska narzędzi