Marzec Niezłomny

Do obecnie rządzącej ekipy można mieć wiele zastrzeżeń i pretensji, ale jedno trzeba jej oddać – przywrócenie publicznej pamięci żołnierzy powojennej, antykomunistycznej konspiracji jest dziełem wielkim, ważnym i dla naszej narodowej tożsamości niezbędnym.

Opluwani i zohydzani przez włodarzy PRL przez kilkadziesiąt lat, skazani przez swoich oprawców na wieczne zapomnienie, pogrzebani gdzieś pod płotem – przeważnie tak, aby nikt nigdy nie odnalazł ich szczątków. Ostentacyjnie antyreligijni komuniści panicznie się ich bali – bo właśnie w wymiarze duchowym Żołnierze Niezłomni byli dla nich najbardziej straszni. Co pchało ich do trwania na z góry straconych pozycjach, zagrzewało do walki, trzymało przy życiu? Wiara, że lepsza przyszłość jest możliwa, wiara religijna, której emanacją były ryngrafy noszone na mundurach. I nie jest ważne, czy byli oni religijni w wymiarze rzeczywistym, czy tylko symbolicznym – właśnie ten transcendentny wymiar „drugiej konspiracji” dawał jej największą siłę, rodząc legendę. A komuniści mogli ich zabić, ale z legendą wygrać nie byli w stanie. Czuli to przez skórę – i dlatego tak się bali.

Ten strach przed legendą Żołnierzy Niezłomnych widać i dziś, u potomków promoskiewskich elit peerelu. Choć dogadali się z częścią opozycji przy „okrągłym stole”, choć uwłaszczyli na majątku przetransferowanym w latach 90. w niejasnych okolicznościach, choć zadbali o opanowanie kluczowych punktów: banków, sądów i telewizji – wszystko na nic. Po trzydziestu latach pamięć pomordowanych partyzantów powraca, niczym Piotrowin, upominając się o sprawiedliwość. A sprawiedliwość oznacza w tym wypadku rzetelne osądzenie PRL i jej luminarzy, na równi z bezpośrednimi oprawcami.

To był największy grzech zaniechania III RP – brak jednoznacznego zdefiniowania kto był dobrym, a kto złym w tej walce. Kto miał rację, a kto zbłądził. Błądzić jest rzeczą ludzką, ale trwać w błędzie nie wolno. Kiedyś jeden z peerelowskich generałów powiedział w kontekście płk Kuklińskiego, że jeśli przyjmiemy, że on był patriotą, to ci generałowie byli zdrajcami – i dla niego było to aberracją. Tymczasem właśnie tak było: generałowie PRL byli zdrajcami, a PRL nie było niepodległą Polską. Bohaterami byli ci, którzy z komunistami walczyli. Przez brak jednoznacznego opisania historii – takiej, jaka przecież była – mamy ten stan swoistego obłędu, w którym trwamy obecnie. Gdy politycy, skądinąd wypowiadający się rozsądnie na inne tematy, pierwszego marca zaczynają agresywnie bredzić i opluwają bohaterów podziemia antykomunistycznego, bo nie zgadzają się politycznie z aktualnie rządzącymi. Minęło prawie 75 lat od zakończenia wojny, a my wciąż nie możemy zgodzić się co do jednoznacznej oceny tamtych wydarzeń – choć to powinno być oczywiste.

Może właśnie dlatego, że wciąż nie mamy zakończonej tamtej wojny, nie możemy wybić się na normalność w sprawie dostępu do broni? Bo potomkowie ubeków wciąż boją się, żeby ktoś kiedyś nie wycelował w nich tej broni?

Z takimi przemyśleniami zapraszam serdecznie do lektury marcowego numeru miesięcznika : papierowo, elektronicznie i na naszej stronie internetowej

Jarosław Lewandowski
redaktor naczelny