już po raz 25

Zanim się obejrzeliśmy, mamy dwudziestą piątą już edycję miesięcznika STRZAŁ.pl pro libertate – chciałbym zauważyć, że w czasach dawnego Strzału taką liczbę numerów osiągnęliśmy po 32 miesiącach wydawania pisma, a teraz wystarczyło miesięcy 27 (te dwa więcej to przez łączenie numerów wakacyjnych…). W każdym razie ten mały jubileusz – jak i początek roku – skłaniają do pewnych przemyśleń.

Dwanaście miesięcy temu wydawało się oczywiste, że nowelizacja ustawy o broni i amunicji już, już puka do naszych drzwi – niektórzy daliby sobie rękę uciąć, że tak będzie. No i byliby teraz bez ręki… Unijny termin minął sobie spokojnie przez nikogo nie niepokojony, w zasadzie gotowa nowa ustawa o „wykonywaniu działalności w zakresie produkcji i obrotu” wciąż nawet nie weszła pod obrady rządu, o dojściu do Sejmu nie wspominając, a rządowej nowej ustawy o broni i amunicji ani widu, ani słychu. Co oczywiście nie znaczy, że coś nagle nie wpadnie do parlamentu, żeby po trzech dniach trafić jako uchwalona ustawa na biurko prezydenta do podpisu. Oczywiście rząd będzie chciał dla strzelców jak najlepiej, ale pamiętajmy starą maksymę o bruku, dobrych intencjach i piekle. W tej sytuacji najlepsze byłyby przedterminowe wybory, bo na merytoryczną pracę w tej kadencji bym nie liczył.

Pan premier w okolicznościowym świąteczno-noworocznym przemówieniu powiedział, że chce aby Polacy zarabiali tyle samo, ile zarabiają wykonujący podobną pracę obywatele krajów unijnej zachodniej Europy. Pięknie – ale w takim razie co stoi na przeszkodzie, żeby Polacy mogli mieć również tyle samo broni, ile mają tamci obywatele? W czymś jesteśmy gorsi? Bo porównując ulice francuskie czy niemieckie w czasie wyrażania przez obywateli dezaprobaty z poczynań ich rządów, z ulicami polskimi w takich samych sytuacjach – widać, że jesteśmy z całą pewnością narodem zdecydowanie spokojniejszym i dużo bardziej praworządnym.

Problem jednak w tym, czy na pewno całe środowisko chce, abyśmy – jako ogół obywateli naszego kraju – mieli więcej broni? Tzw. szarzy ludzie – tak, przedsiębiorcy „wykonujący działalność w zakresie” zapewne też. Ale już działacze klubowi niekoniecznie i nie wszyscy, o działaczach centralnego szczebla nie wspominając. Im dobrze jest tak, jak jest: co prawda większa rzesza strzelców dałaby większy ruch na strzelnicach, ale mogłaby także wybrać sobie nowych działaczy – lepsi są strzelcy ograniczeni liczebnie, ale uzależnieni od działaczy obecnych. I smutno, i trochę straszno…

Ale póki co nie jest jeszcze tak źle, więc serdecznie zapraszam do lektury styczniowego numeru miesięcznika : papierowo, elektronicznie i na stronie internetowej www.strzał.pl

Jarosław Lewandowski
redaktor naczelny